The Guardian opublikował bardzo ciekawy reportaż na temat zagrożeń, z którymi mierzą się blogerzy kulinarni. O ile duża część z nich wiąże się ze spamem, kradzieżą wartości intelektualnej oraz koniecznymi zmianami modeli biznesowych, z perspektywy SEO bardzo ciekawym wątkiem jest dalekie od doskonałości działanie AI Mode. Z reportażu wynika, że tryb ten wręcz masakruje przepisy. Jednak czy aby na pewno właśnie tak jest?

AI Mode miksuje przepisy kulinarne

Sposób działania AI mode w przypadku przepisów kulinarnych nie odbiega od standardowego działania tego trybu. System generuje treść, wykorzystując informacje ze źródeł zebranych przy pomocy techniki query fan-out. Efektem mają być przepisy podobne do, jak określa to czasownikowo autorka reportażu Aimee Levitt, potwora doktora Frankensteina. Podany przez nią przykład robi wrażenie. A przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Karen Tedesco z bloga Familystyle Food sprawdziła działanie systemu na własnym przepisie. W standardowym Google jej instrukcja przygotowywania włoskich pulpecików pojawiała się na pierwszej pozycji. W AI Mode system połączył tę treść z dziewięcioma innymi źródłami, włącznie z przepisem na greckie klopsiki z Washington Post. Efekt?

Przepis podpowiedziany przez AI Mode był mocno okrojony i podawał wyłącznie listę składników oraz sześć podstawowych kroków. Zniknęły wszystkie unikalne elementy, czyli wskazówki dotyczące wyboru mięsa, wyjaśnienie dlaczego bułka namoczona w mleku jest kluczowa dla tekstury, tuzin zdjęć procesu i wideo. W reportażu nie jest przy tym wskazane, czy lista składników oraz sposób wkonania klopsików były zaczerpnięte z opisywanego przepisu, w co szczerze wątpię. I co całkowicie niszczy w moich oczach narrację blogerki kulinarnej.

Gwoli sprawiedliwości trzeba bowiem Google’owi oddać, że celem trybu AI nie jest wyświetlenie konkretnego tekstu w niezmienionej formie, lecz kompilacja zebranej w internecie wiedzy do możliwie jak najatrakcyjniejszej formy. Deklarowana wysoka jakość jednego ze źródłowych przepisów oraz jego pierwsza pozycja w tradycyjnych wynikach wyszukiwania nie oznacza, że to właśnie on był głównym źródłem, że każda z wymienionych informacji powinna trafić do odbiorców i że którykolwiek ze źródłowych przepisów jest masakrowany. Nawet jeżeli tak właśnie wydaje się autorce jednego z nich.

Jak AI Mode traktuje mój ulubiony przepis?

Postanowiłem sprawdzić, w jaki sposób AI Mode potraktuje mój ulubiony przepis na penne z bakłażanem. Od kilku lat gotuję to danie zgodnie z wyrytymi już dobrze w mojej pamięci wskazówkami z Jadłonomii (choć w pewnym momencie zamieniłem makaron na farfalle i takie odświeżenie przepisu bardzo sobie chwalę). Gdybym chciał jednak wrócić na stronę, która pokazała mi to danie po raz pierwszy, Google wskazałby mi ją od ręki:

Przepis kulinarny w SERP-ach Google

Co jednak, gdyby jakimś cudem mój kursor powędrował do zakładki odpalającej AI Mode? Chociaż jest to skrajnie nieprawdopodobne (i to nie tylko w moim przypadku, ponieważ adopcja tego trybu wyszukiwarki jest skrajnie niska na całym świecie i globalna wartość straconego przezeń ruchu jest wyceniana na jakieś 21,37$), sprawdźmy taki scenariusz.

Na pewno bardzo nie podoba mi się fakt, że mój ulubiony przepis nie znalazł się wśród czołowych źródeł służących do przedstawienia tego pysznego dania z bakłażana (dopiero na miejscu 14 z 15). Instynktownie pomyślałem, że istnieje niezerowa szansa, że jest to spowodowane datą publikacji sięgającą 2016 roku i dużą rolę odgrywa w tym przypadku recency bias wykazywany przez LLM-y, jednak znajdujący się wysoko na liście źródeł (4/15) przepis z bloga Odczaruj Gary jest jeszcze starszy, bowiem pochodzi z roku 2014. A jak z samym przepisem?

Jako że robiłem to danie z milion razy, wszystkie proporcje odmierzając oczywiście jedyną słuszną metodą „na oko”, oceniam listę składników jako bardzo fajną. Przepis kulinarny to nie instrukcja mieszania paliwa rakietowego, żeby odważać wszystko z aptekarską precyzją.

Co ciekawe, żadne z czterech źródeł podlinkowanych przy tym fragmencie nie pokrywa się z nim 1:1. Najbliżej jest jednemu z przepisów z YT (włącznie z gramaturą makaronu oraz passaty), ale AI Mode dodał kilka ciekawych szczegółów: pomidory z puszki (ja je używam do tego dania), szczyptę cukru (wydaje się musem na przełamanie kwaskowatości pomidorów) oraz alternatywy dla sera (chyba że „feta” to w tym przypadku nie ser, tylko amfetamina, co miałoby sens, bo taki ser sałatkowy to pasuje do tego dania jak świni siodło).

Przejdźmy jednak do instrukcji przygotowywania:

Przepis kulinarny w AI Mode - ocena instrukcji

Też jako praktyk nieprzesadnie bym się czepiał, brakuje może wspomnienia szczypty cukru oraz wskazówki co do wcześniejszego połączenia bakłażana z sosem pomidorowym przed dodaniem makaronu, ale poza tym jest elegancko. Instrukcja jest klarowna i trudno, żeby na jej podstawie coś miało pójść nie tak. Daję okejkę, podobnie jak końcówce ze wskazówkami, gdzie w końcu pojawia się Jadłonomia.

Przepis kulinarny w AI Mode

Na koniec tego nagłówka płynnie moglibyśmy jednak przejść na dość niestabilny grunt związany z podstawowym pytaniem. A brzmi ono: czy aby na pewno jest ze strony Google’a fair tworzenie contentu w ten sposób, jeśli ludzie poświęcili swój czas na spisanie służących za źródło wskazówek, a nie dostaną w zamian nawet przekliku? W sumie lepiej bym o sobie myślał, gdybym był w stanie pokusić się w tym miejscu o jakieś tyrady na temat niesprawiedliwości takiego działania i ciężkiej pracy wkładanej przez autorów stron kulinarnych w ich content, ale chyba tak po prostu nie uważam. Szczera odpowiedź brzmi zatem: life is a lot of things, but fair ain’t one.

Przepisy w polskich SERP-ach wydają się (na razie) bezpieczne

Polskie SERP-y związane z kulinariami od lat są mocno archaiczne w porównaniu z tymi z rynków zachodnich. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o brak wyraźnego bloczka „Recipes”, który na kontach anglojęzycznych prezentuje się następująco i stanowi całkiem niezły generator ruchu dla stron foodowych:

SERP kulinarny ze snippetem "Recipes" Tymczasem w przypadku wpisywania fraz z przepisami w Polsce najlepsze, na co możemy liczyć, to rich snippets z oceną przepisu oraz czasem przygotowania. Jak się jednak okazuje, może to być całkiem dobra wiadomość dla właścicieli stron kulinarnych. Brak tak podstawowych funkcji jak bloczek „Recipes”, i to dobre kilka lat po ich wdrożeniu na niemal całym świecie, może wskazywać, że również eksperymenty takie jak opisywany przez Barry’ego Schwartza interaktywny SERP przepisowy jeszcze długo nie zawitają nad Wisłę, podobnie jak okazyjne triggerowanie przez zapytania z intencją przepisową AI Overviews.

Sporym zagrożeniem dla stron z przepisami, opierających swoje przychody na ruchu z wyszukiwarki, mogłoby być jednak znacznie agresywniejsze promowanie AI Mode w obrębie Google. Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku AI Overviews, mielibyśmy raczej do czynienia z mechanizmami działającymi niezależnie od szerokości geograficznej. Wówczas przedstawianie przez tryb AI najprostszego możliwego przepisu, skompilowanego z artykułów obecnie przynoszących ruch, faktycznie znacznie ograniczyłoby przekliki. Nie jest jednak przesądzone, czy Google na pewno będzie chciało popchnąć swój czołowy produkt właśnie w tę stronę.

A wracając jeszcze na chwilę do tytułu reportażu z Guardiana… Autorka przeprowadza czytelnika przez cały szereg zagrożeń dla internetowych twórców przepisów kulinarnych. Czemu akurat niezbyt chętnie wybierany przez użytkowników AI Mode wyrósł, mocno wbrew treści całego artykułu oraz deklaracji opisywanej powyżej blogerki o braku spadków i stabilnym ruchu, na główne zagrożenie egzystencjalne? Nie wiem, choć się domyślam.

Źródła

Google AI summaries are ruining the livelihoods of recipe writers: ‘It’s an extinction event’

Te artykuły powinny Cię zainteresować

  1. Google ogłosił Universal Commerce Protocol. Na czym to polega?
  2. Product grids dominują SERP-y w e-commerce. Dane z analizy 18k keywordów
  3. SGE — perspektywy Search Generative Experience w Polsce

O autorze

Nazywam się Michał Małysa i od wielu lat zajmuję się zawodowo SEO oraz analizą treści, a od 2023 roku w zakres moich obowiązków i zainteresowań dość naturalnie weszło AI. Na stronie MałySEO porządkuję wiedzę o pozycjonowaniu stron internetowych, AI Search oraz działaniu LLM-ów. Prowadzę również MałySEO Newsletter, do którego subskrypcji serdecznie Cię zachęcam na podstronie najlepszego w Polsce newslettera SEO.

Jako że przygotowanie materiałów do MałySEO Newslettera oraz na bloga zajmuje nieco czasu, może zaświtać Ci w głowie dość miły z mojej perspektywy pomysł drobnego rewanżu. Jeżeli uznasz, że lektura tego wpisu była dla Ciebie czymś więcej, niż tylko szybkim odklepaniem randomowej internetowej treści, możesz postawić mi kawkę na buycoffee.to. Z góry dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeżeli z jakiegoś powodu potrzebujesz się ze mną skontaktować, wyślij mail na adres kontakt[at]michalmalysa.pl